Lekcje online – 4 powody, dla których kocham uczyć (się) przez Internet

Jeśli na naszych zajęciach zacznę nagle zmiękczać spółgłoski albo tańczyć salsę, potraktujcie to ze spokojem – nie zwariowałam, po prostu uczę się hiszpańskiego i ten język chwilowo mną owładnął!  Najważniejszy z powodów, dla których o tym piszę: chcę, żebyście wiedzieli, że jako nauczycielka wróciłam z powrotem w Wasze uczniowskie buty, do radości, którą czujecie z małych i dużych sukcesów i do problemów, z którymi spotykacie się w nauce.  Ja też mam milion rzeczy do zrobienia, dzieci do wychowania,…

7 komentarzy

Uczę francuskiego. Jaka jest Twoja supermoc? #filologiabezściemy, odcinek 3

Mam wrażenie, że to nie my znajdujemy pracę, tylko praca znajduje nas – choć może myślę tak dlatego, że moja praca sprawia mi ogromną przyjemność. Jeśli chcecie przeczytać jak to się stało, że zostałam nauczycielką, zachęcam do dalszej lektury wpisu! Moja pierwsza uczennica miała na imię Ola, studiowała anglistykę i potrzebowała wsparcia w nauce na lektorat. Zaszywałyśmy się co tydzień w którymś z kątów biblioteki Collegium Novum, a rozwiązywaniu zadań towarzyszył szum klimatyzatora i bibliotecznych komputerów. Pamiętam, że…

2 komentarze

O Paryżu, studenckiej recydywie i Królowej Polski, czyli #filologiabezściemy część druga

Czwarte piętro bez windy. Szafa, fotel, tapczan, biurko. Talerz nektarynek, fajansowy czajnik, widok na wieżę kościoła, z której codziennie punkt dwudziesta pierwsza dzwonki grają Maryjo, Królowo Polski – to mój wrocławski kapitał na start. W pierwszym odcinku serialu #filologiabezściemy mieliście okazję dowiedzieć się, że do stolicy krasnali zagnało mnie serce po roku uprawiania związku, sponsorowanego przez PKP i chusteczki do nosa. Nie wiecie jednak, że zanim nastąpił ten radosny moment, w którym w pewną niedzielę wieczorem zamiast przez okno pociągu…

3 komentarze

Moje podwójne studia, czyli pierwsza część z cyklu #filologiabezściemy

Dwie uczelnie. Trzy indeksy. Tysiące godzin spędzone w akademickich ławkach. Milion łez. Bezsenne noce przed egzaminami. Pomazane wykresami, słówkami i cytatami zeszyty. Najlepsze imprezy. Wspaniali przyjaciele. Przerażające i piękne wnętrza. Napisane kolokwia. Niespodzianki i rozczarowania. Popołudnia i wieczory w bibliotece. Krew, pot i łzy wylane nad rozdziałami magisterki. Pierwsza praca. Zdobyty dyplom. I gdy wydaje się, że ta historia dobiega końca, chciałabym wszystko zacząć od początku – dla wszystkich, którzy w październiku pójdą na swoje pierwsze zajęcia historii…

2 komentarze

Koniec treści

Nie ma więcej stron do załadowania