You are currently viewing Uczę francuskiego. Jaka jest Twoja supermoc? #filologiabezściemy, odcinek 3

Uczę francuskiego. Jaka jest Twoja supermoc? #filologiabezściemy, odcinek 3

Mam wrażenie, że to nie my znajdujemy pracę, tylko praca znajduje nas – choć może myślę tak dlatego, że moja praca sprawia mi ogromną przyjemność. Jeśli chcecie przeczytać jak to się stało, że zostałam nauczycielką, zachęcam do dalszej lektury wpisu!

Moja pierwsza uczennica miała na imię Ola, studiowała anglistykę i potrzebowała wsparcia w nauce na lektorat. Zaszywałyśmy się co tydzień w którymś z kątów biblioteki Collegium Novum, a rozwiązywaniu zadań towarzyszył szum klimatyzatora i bibliotecznych komputerów. Pamiętam, że przed naszą pierwszą lekcją stresowałam się jak przed egzaminem! Myślałam, że na pewno się na czymś wyłożę, czegoś nie będę w stanie wytłumaczyć, że narobię sobie tylko wstydu. Chyba jednak nie było tak źle, skoro Ola poleciła mnie Kasi, Kasia Martynie, a Martyna Dominice, a ja uczę do dzisiaj, coraz bardziej to lubię i wymyślam sobie coraz to nowe zadania.

Usłyszałam kiedyś takie zdanie, że studia filologiczne rozpoczyna 90% przyszłych tłumaczy i 10% przyszłych nauczycieli, a kończy 90% nauczycieli i 10% tłumaczy. Ja nigdy nie chciałam zajmować się tłumaczeniami, choć kiedyś pociągnęła mnie wizja pracy z tekstem – na szczęście na krótko. Myślę sobie, że to w gruncie rzeczy piękne, jak się różnimy, gdy jednego nuży to, co drugiego pociąga, bo dzięki temu możemy nawzajem korzystać ze swoich talentów. Lubię od czasu do czasu usiąść z gorącą herbatą nad wzruszającym wierszem i to wzruszenie spróbować przełożyć z francuskiego na nasze, ale nie mogłabym tego robić w ramach obowiązków zawodowych. Tłumaczenie dokumentów technicznych, oczywiście tylko w charakterze informacyjnym, czasem zdarza mi się popełnić, ale potrzebuję przy tym zdecydowanie więcej herbaty. Uspokajającej!

Przez co przyszły nauczyciel przejść musi

Na uczelniach program specjalizacji nauczycielskiej szybko się zmienia, tak jak – uwaga – zakres uprawnień, który specjalizacja oferuje. Technicznie wygląda to tak, że przyszli lektorzy studiują przedmioty podzielone na bloki – metodyczny, zwykle w języku kierunkowym, oraz psychologiczno-pedagogiczny, realizowany najczęściej na wydziale psychologii lub pedagogiki.

Przedmioty z bloku psychologiczno-pedagogicznego (co swoją drogą brzmi jakoś złowrogo) kojarzą mi się tak: dużo lektur, dużo wykładów, dużo treści do przyswojenia. I kilka gorących dyskusji, zwykle wieczorami, bo zajęcia łączone dla różnych kierunków zobowiązują (pozdrawiam kolegów z Wydziału Fizyki!) – na przykład o tym ile wolno w relacji uczeń-nauczyciel, na jak dużą swobodę w szkole powinno się pozwalać młodzieży, jak pomóc uczniom ze specjalnymi potrzebami edukacyjnymi… Wybrane konwersatoria i wykłady z tego bloku to na przykład:

  • bezpieczeństwo w szkole (czyli jak zorganizować wycieczkę, jak ułożyć kursanta w pozycji bocznej ustalonej, co powinno wchodzić w skład zestawu pierwszej pomocy, jeśli ktoś dostanie napadu duszności wypełniając ćwiczenia z luką…)
  • organizacja zajęć pozaszkolnych (jak zorganizować szkolną dyskotekę albo zajęcia kółka plastycznego)
  • ​emisja głosu (dlaczego w pomieszczeniu, w którym przebywa, nauczyciel powinien mieć naczynie wypełnione wodą, dlaczego papierosy to zło, a oddychanie przeponą lekiem na całe to zło).

Uczę francuskiego. Jaka jest Twoja supermoc? #filologiabezściemy, odcinek 3 1​Pracuję głównie z dorosłymi i nie w szkole państwowej. Nawet gdyby tak było, klasy językowe zwykle są podzielone na grupy i trochę łatwiej jest być tam przewodnikiem niż na lekcji matematyki, gdzie trzeba poświęcić równą uwagę trzydziestu kilku osobom. Mimo braku tego doświadczenia (nie licząc wrześniowych praktyk w moim liceum) pozwolę sobie być zdania, że teoria teorią, a praktyka czyni zawodnika, ale o tym więcej piszę niżej.

A teraz crème de la crème, czyli zajęcia metodyczne i dydaktyczne na uniwersytecie. Kiedy nasi koledzy i koleżanki romaniści w pocie czoła stukali w klawisze w sali komputerowej, tłumacząc powieść o młodym rzeźniku lub instrukcję montażu płyt gipsowo-kartonowych, ja z moimi koleżankami zastanawiałyśmy się jaka jest różnica między faute erreur (oba słowa po polsku oznaczają błąd, ale innej natury), czym jest metoda gramatyczna, czym bezpośrednia, a czym projektowa, jaki wpływ na proces uczenia się ma uczeń i dlaczego motywacja wewnętrzna jest ważniejsza niż zewnętrzna. Wszystko oczywiście po francusku i przede wszystkim na bazie jednego egzemplarza książki dostępnej w naszej zakładowej bibliotece – niechaj będzie uwielbiony Jean-Pierre Cuq i jego Dictionnaire de didactique du français langue étrangère et seconde! 

Z bloku metodycznego najmilej wspominam przede wszystkim refleksje na temat samodzielności ucznia, którą dobry nauczyciel powinien dyskretnie wspierać, wykorzystując swoją wiedzę i dostępne rozwiązania. Trochę tak jak z lekarzem: po pierwsze – nie szkodzić! Bardzo rozwijające były też próby pisania konspektów na nasze przyszłe zajęcia. To trochę podobne do pracy w laboratorium – dostajesz konkretną lekcję z podręcznika, masz nagranie, trochę gramatyki, trochę słówek, ćwiczenia w parach, burzę mózgów, powtórkę i 45 minut do dyspozycji na to wszystko. Czas start! W eksperymentalnym środowisku musisz spróbować jak pod mikroskopem przyjrzeć się temu, co możesz z tym całym materiałem w podanym czasie zrobić.

A potem…

Potem z trzęsącymi się kolanami stajesz pod tablicą przed siedemnastoma siedemnastolatkami i zapominasz wszystko, czego cię do tej pory nauczyli – i na metodyce, i na dydaktyce, i na wykładzie z psychologii. A jednocześnie cała ta wiedza osiada w tobie jak herbaciane płatki i zaczynasz, choć nie wiesz jak, i kończysz, nawet nie wiedząc kiedy. Widzisz siebie jakby z góry, słyszysz głupoty, które w nerwach wygadujesz, natychmiast wychwytujesz swoje błędy, chociaż nie ma już odwrotu. Po lekcji karnie przyjmujesz uwagi opiekunki i obserwujących cię z ostatnich ławek znajomych, notujesz na czerwono z milionem wykrzykników i ze strachem wymieszanym z ogromną radością czekasz na swoje następne lekcje, by przetestować na nowo zadanie, które nie wyszło ostatnio najlepiej. Zmieniasz je tak, by wyszło doskonale. I wychodzi, uczniowie wcale nie zrywają się z krzeseł równo z dzwonkiem, a tobie wydaje się, że możesz wszystko….

…Na przykład założyć własną szkołę, w której będziesz uczyć na własnych zasadach, w oparciu o własne materiały i unikając tego, co ze szkolnej ławki wspominasz źle. Trzy lata temu świętowałam więc pierwszy Dzień Edukacji Narodowej na swoim. I byłam bardzo dumna z siebie i moich uczniów.

Uczę francuskiego. Jaka jest Twoja supermoc? #filologiabezściemy, odcinek 3 2
Trzy piękne lata, przez które funkcjonowała moja szkoła były dla mnie ogromną lekcją pokory. Być może da się pociągnąć taką maszynę bez wsparcia, ja jednak wiem, że nie mając przy sobie mojej rodziny i przyjaciół całe przedsięwzięcie skończyłoby się wielkim hukiem, a ja zamiast nosić piękne sukienki i koszule miałabym ręce skrępowane kaftanem bezpieczeństwa z nienajnowszej kolekcji… Przez pierwszy rok mieszkaliśmy kątem u moich Rodziców, bo w miejsce, w którym miał być nasz dom, musieliśmy przenieść sale lekcyjne. Ja u mamy i taty właściwie tylko spałam, bo rano śniadanie jadłam już często w swoim – zaimprowizowanym w kuchni – biurze, a kolację jadłam odgrzewaną na szybko przed pójściem do łóżka.Tamten czas wspominam jednak absolutnie wspaniale, bo pomimo ogromnego zmęczenia i tego, że z pieniędzy wyczyściliśmy się do okrągłego zera, a zaczynając prowadzić firmę zysków jest raczej zwykle mniej niż więcej, to satysfakcja z możliwości podążania wyznaczoną przez siebie samą drogą jest nieporównywalna z żadnym stanem! To jest tak, jakby się szło przez most, który każdym swoim krokiem budujesz. Bardzo prawdopodobne, że źle stąpniesz i obejrzysz ten most od spodu; równie dobrze możesz obejrzeć się za siebie i zobaczyć piękną konstrukcję, którą możesz podpisać swoim nazwiskiem. Obłęd! Przy tym wszystkim, umówmy się – niewiele jest piękniejszych zawodów na świecie, bo gdzie indziej możesz patrzeć, jak pięknie rozwija się człowiek, który przygląda się sobie w języku?Wierzę, że zawód nauczyciela to robota dla mnie i jestem wdzięczna, że w swoich szkołach i na uczelni spotkałam ludzi, którzy swoją postawą pokazali zarówno jakim nauczycielem być warto, a jakim lepiej nie być. Za każde doświadczenie bardzo im wszystkim dziękuję, a zwłaszcza w taki dzień jak dziś – Dzień Edukacji Narodowej!
Czy są wśród moich Czytelników kandydaci na przyszłych nauczycieli? Dlaczego marzy Wam się ta praca? Gdzie chcielibyście uczyć? Myślicie o swoich szkołach językowych? Jestem tego bardzo ciekawa i mam nadzieję, że uda nam się porozmawiać o tym w komentarzach!

Ten post ma 2 komentarzy

  1. Małgorzata

    Droga Marto,
    Nie mogłam sie powstrzymać.. Czytając Twoja „serię” filologia bez ściemy.. Poczułam jednocześnie wzruszenie i radosc…. Przypomniało mi się, gdy weszłam na pierwsze zajęcia praktyk w liceum.. Do Waszej klasy.. Pamiętam jak sie balam.. Ale z dnia na dzień rzeczywiście podobalo mi sie cora bardziej.. Aż tak, że w dniu nagrywania lekcji dyplomowej nie czułam już takiego stresu
    ????.. Pamiętam, jak zaczynałam studia..(nieco później niż statystyczny student…) na wspomnianym najpierw Collegium Novum.. Te zajęcia! Kafka!… Ach.. To tam zaraziłam się analizowaniem pochodzenia słów, wpadłam w jakieś maniakalne porównywanie języków
    ????….. . Potem była praca w korporacji, gdzie mogłam używać języka pisząc stosy maili, faksów, pism… Wykonujac kilkadziesiąt (tak, kilkadziesiąt) telefonow dziennie z kierunkowym +33.. Kochałam to!.. Przy okazji troche uczyłam w szkołach językowych, udzielałam korepetycji…. Ach.. Potem się pokomplikowalo co nieco.. Choć chęć nauczania tkwi we mnie nieustannie.. Skończyłam podyplomowke pedagogiczną… I z dnia na dzień mam ochotę wrócić… Do ukochanego mego francuskiego… Choć strach ma wielkie oczy…
    ????????…
    Chciałam Tobie przede wszystkim pogratulować! Odwagi i niezywkle wspaniałego „pióra”. Czytam te posty z wielkim natchnieniem.. I gdy już sie kończy jakiś tekst, aż czuję niedosyt… Bo mogłabym tak czytać bez końca! Widać, czuć w nich Twoją pasję, miłość do języka, ciekawość…
    ????..Marta gratuluję i trzymam kciuki za dalsze sukcesy!!!

    1. marta

      Gosiu! Dziękuję Ci za komentarz i jest mi niezmiernie przyjemnie, że moje wpisy wywołują takie piękne wspomnienia. Jeśli pragnienie uczenia jest w Tobie, wróć! To ogromnie pozytywnie wpływa na nas, mam wrażenie. Pielęgnuj Twój francuski! Dzięki za wszystkie miłe słowa. Chce się pisać więcej i więcej <3

Dodaj komentarz