Jeśli drzemią w Was pragnienia takich spacerów, przyjrzyjcie się ze mną trzem książkom, które, choć napisane po francusku, spuszczają trochę powietrza z nadmuchanego balonu świętego zjawiska « la littérature française ». Genialnie skonstruowana polemika z arcydziełem? Oniryczne, pachnące magią zwierzenia człowieka o dwóch duszach? A może kompletnie szalona, upajająca jazda bez trzymanki i przecinków? W marcowym menu po francuskiej stronie trzy doskonałe powieści, bardzo różne, a jednak połączone z sobą pewnym niesamowitym motywem. Gotowi na offroad? Będzie trzęsło!
„Sprawa Meursaulta”
Wziąć się za bary z jednym z najpoczytniejszych francuskich autorów – na taką zuchwałość może poważyć się chyba tylko inny poczytny autor. A jednak „Sprawa Meursaulta” (Meursault, contre-enquête), literacka kontynuacja „Obcego” Alberta Camusa, to pierwsza powieść w dorobku reportera Kamela Daouda. I być może właśnie temu zawdzięczamy pojawienie się tej smutnej opowieści-oskarżenia, książki tak naszpikowanej refleksjami na temat języka, że całą można byłoby ją przepisać jak cytat.
W wielkim skrócie: w kulminacyjnym momencie „Obcego” pewien Francuz, niejaki Meursault, zabija na plaży człowieka, a powieść stawia pytania o naturę zbrodni. I o ile zabójcę na kartach tej powieści poznajemy dobrze – dzięki narracji w pierwszej osobie liczby pojedynczej, która wciąga i oślepia jak gorące słońce, o tyle o zabitym nie wiemy absolutnie nic ponad to, że był Arabem.
A narrator „Sprawy Meursaulta” to konstrukcja wyjątkowa. Bez tożsamości, bez ojca, bez rodziny, poruszający się po terytorium obcego języka. Nauczył się go, by czytać oszalałej po stracie ukochanego syna matce wycinki francuskiej gazety, w których ta ciągle ma nadzieję znaleźć więcej informacji. Przezroczysty, jest tylko imieniem i głosem, które odczytują uparcie i nieustannie ten sam tekst:
Nie nauczyłem się czytać po to, żeby mówić jak inni, ale żeby odnaleźć zabójcę […]. Najpierw umiałem ledwie co rozszyfrować dwa wycinki z gazet, które mama przechowywała zwinięte na piersi jak relikwie, i które opowiadały o zabójstwie „Araba”. Im pewniej czułem się w sztuce czytania, tym chętniej zniekształcałem treść artykułu i upiększałem opowieść o śmierci Musy. Mama regularnie podawała mi wycinki, prosząc: „Przeczytaj jeszcze raz, zobacz, czy nie mówią jeszcze czegoś, czego wcześniej nie rozumiałeś”. Całe to czytanie trwało prawie 10 lat. Wiem, bo oba teksty znam na pamięć.


Szybko zorientowałem się, na czym polega geniusz twojego bohatera: rozrywa on zwykłą, potoczną mowę i przedostaje się na drugą stronę królestwa, tam, gdzie czeka wstrząsający język, którym można inaczej opowiedzieć świat. Właśnie! Twój bohater dlatego tak dobrze opowiada o zabójstwie […], że zdobył nowe terytorium – nieznany język o potężnym uścisku, bezlitośnie szlifujący kamień słów […]. Myślę, że to właśnie jest wielki styl: mówić z surową precyzją, jaką narzucają ostatnie chwile życia. Wyobraź sobie umierającego człowieka i wypowiadane przez niego słowa. Na tym polega geniusz twojego bohatera: opisuje świat, jakby nieustannie umierał, i oszczędza słowa jak oddechy.
