Jest w urodzinach coś takiego, że zawsze gdy spojrzę na kalendarz albo na wyświetlacz telefonu, cyfry układające się w tę wyjątkową dla mnie datę sprawiają, że czuję się bardzo uroczyście. W tym roku do radości dołączyła nutka nostalgii – to moje ostatnie urodziny z dwójką z przodu! Obłęd, bo wciąż doskonale pamiętam urodziny numer 10!
Nie narzekam ani nie panikuję, bo myślę, że jestem w bardzo, bardzo dobrym momencie życia. I z tej okazji chciałabym zaprosić Was na małą retrospektywę. Oto 29 językowych faktów o mnie. Jeśli chcecie trochę lepiej mnie poznać, zapraszam do lektury!
#1 Znam 3 języki obce – angielski, francuski i hiszpański. Rozumiem co piszą Włosi, ale niestety niewiele potrafię odpisać.
#2 Francuski wybrałam sobie przypadkiem, a razem z nim gimnazjum – tylko to jedno oferowało naukę innego języka niż niemiecki. I po latach gratuluję sobie tego wyboru, choć…
#3 …czasem żałuję, że moja znajomość niemieckiego sprowadza się do “hallo” i “entschuldigung” (pisownię tego drugiego słowa musiałam sprawdzić w wyszukiwarce). Niemiecki to ogromnie przydatny na rynku pracy język, a oglądając serial “Dark” stwierdziłam, że także i bardzo ładny!
#4 Wierzę, jednak, że na francuski byłam niejako skazana. Mój pradziadek Józef, którego nie pamiętam, bo miałam rok kiedy zmarł, tak jak ja grał na skrzypcach i tak jak ja uczył się francuskiego. Czuję z nim więź i żałuję, że nie było go dłużej w moim życiu.
#5 To nie jest tak, że od zawsze wiedziałam, że chcę uczyć francuskiego. W gimnazjum zachłysnęłam się serialem “Magda M” i zapragnęłam studiować prawo w Krakowie by zostać sędziną. W liceum w ogóle nie wiedziałam co mam ze sobą zrobić, choć już wiedziałam, że chcę pracować z językami – pamiętam, że przeglądałam na domowym pececie strony wydziałów filologii i lingwistyki stosowanej, a kryteria naboru pisałam sobie odręcznie na małych karteczkach.
#6 Po maturze złożyłam dokumenty rekrutacyjne na dwa poznańskie wydziały: Neofilologii i Filologii Polskiej. Byłam zafascynowana polonistyką, pisałam wiersze i wysyłałam je na konkursy, kilka razy zdobywając miejsce lub wyróżnienie. Do dzisiaj bardzo lubię czytać poezję, choć sama nie piszę. Właściwie szkoda, trzeba by było do tego wrócić!
#7 Na pierwszym roku studiów zaczęłam uczyć się hebrajskiego. Raz w tygodniu jeździłam na zajęcia do siedziby poznańskiej Żydowskiej Gminy Wyznaniowej na zajęcia z panem Leszkiem Kwiatkowskim, który tłumaczy na polski między innymi twórczość izraelskiego prozaika Amosa Oza.
#8 W trakcie studiów – właśnie po pierwszym roku – zmieniłam uczelnię, a cały związany z tym ambaras opisałam na blogu – w ten sposób powstał miniserial #filologiabezściemy, który zaczyna się tutaj. Jeśli chcecie poczytać, uprasza się o przygotowanie wiaderka popcornu!
#9 Na drugim roku studiów codziennie (!!!) oglądałam francuskie wiadomości. Nawet gdy w tym czasie robiłam coś innego. Nawet gdy bardzo mi się nie chciało. Jestem przekonana, że poniosło to mój francuski na wysoki poziom i pomogło mi przełamać się do mówienia, bo potrzebne mi słowa miałam zawsze w gotowości, więc czułam się bezpiecznie.
#10 Żeby we Wrocławiu poczuć się trochę bardziej jak u siebie, podjęłam przerwany wątek żydowski. Znalazłam w internecie koło naukowe Sznirele Perele, działające przy wydziale filologii polskiej i zrzeszające studentów wszystkich wydziałów, zainteresowanych tą fascynującą kulturą. Wkręciłam się i to bardzo, spotkania koła przeszły w zajęcia w Studium Kultury i Języków Żydowskich, które ukończyłam po dwóch latach, a na czwartym roku studiów wybrano mnie na przewodniczącą Sznirele Perele. Ten czas wspominam z ogromną radością, bo być wśród podobnych sobie zakręconych na punkcie czegoś ludzi to pouczające i miłe doświadczenie.
#11 Dwa letnie tygodnie roku 2012 spędziłam, inwentaryzując żydowskie nagrobki na cmentarzu w Mikulovie w Czechach. Dla mnie to przeżycie bardziej egzotyczne niż wakacje na Bali. Coś niesamowitego.

#12 W Studium uczyłam się języka jidysz. Potrafię czytać, trochę mówić. Powrót do jidysz jest wysoko na liście moich językowych marzeń na najbliższą przyszłość. To fascynujący język, trochę bagatelizowany, a powstało w nim bogactwo tekstów ludzi, których już nie ma. Dla mnie nauka jidysz to w pewien sposób misja i zadanie.

#13 Mam w domu sporo książek w jidysz. Pochodzą ze zlikwidowanego działu biblioteki uniwersytetu w Bar-Ilan, a przed śmietnikiem uratowała je moja koleżanka Agnieszka, rozsyłając je w paczkach do domów ludzi z całego świata.
#14 Napisałam i obroniłam pracę magisterską pod tytułem: “Les Bienveillantes de Jonathan Littell – une métafiction historiographique ?” o postmodernistycznej powieści historycznej. Fascynujące zjawisko, o którym mogłabym opowiadać godzinami.
#15 Moją drugą językową miłością jest język angielski. Uczę się go od 10 roku życia.
#16 W grudniu 2016 roku zalegalizowałam ten związek i zrobiłam certyfikat CAE, uzyskując absolutnie dla mnie oszałamiający wynik 99%. Gdy w styczniu przyszły wyniki, mój niespełna roczny wtedy bobas szeroko otwartymi oczami patrzył jak matka skacze pod sufit i kwiczy z radości!
#17 Dla jednej z moich grup prowadzę zajęcia konwersacyjne w języku angielskim i uwielbiam się do nich przygotowywać – ta godzina z nimi mija mi zdecydowanie najszybciej, tym bardziej, że na tych zajęciach pojawia się mój tato, moja teściowa i dwie wspaniałe koleżanki.
#18 Między drugą a trzecią klasą liceum spędziłam z przyjaciółką 6 tygodni w Manchesterze – znalazłyśmy kurs dla studentów przyjeżdżających na angielskie uczelnie i wbiłyśmy się na niego mając po 17 lat. Ten czas to dla mnie worek wyjątkowych wspomnień – poznałyśmy ludzi z całego świata, miałyśmy bilety miesięczne na angielski autobus, ze światem łączyłyśmy się dzięki internetowej kafejce, a do Polski wracałyśmy w 5 warstwach ubrań z pochowanymi między nimi książkami. Przywiozłam sobie między innymi trylogię “Władcy Pierścieni” w pięknym ozdobnym pudełku, moją pierwszą własną winylową płytę – szlagiery Diany Ross i “1984” George’a Orwella w klasycznym Penguine’owskim wydaniu, choć połowę dobytku musiałam w Anglii zostawić, by nie przekroczyć limitu bagażu. Co za wspomnienia!!!

#19 Chciałam pojechać na Erasmusa, ale mi się to nie udało – z powodów osobistych i organizacyjnych.
#20 Byłam na kilku zajęciach z przekładu. Tłumaczką nie zostałam, zostałam za to… wegetarianką. Tłumaczyliśmy powieść “Comme une bête” Joy Sorman. Jej bohater zaczyna pracę w rzeźni. Do sporządzenia słownika potrzebny był solidny research, a jak zaczniecie robić research w temacie uboju zwierząt, to możecie się tylko domyślać na co ciekawego można natrafić. Trzy dni płakałam. Wyleczyłam się z mięsa – wtedy na krótko, obecnie na dłużej, z czego ogromnie się cieszę. Ale to temat na inną dyskusję.
#21 Miałam przyjemność i zaszczyt pojechać na tygodniowe warsztaty tłumaczeniowe w paryskim INALCO, czyli Institut National des Langues et Civilisations Orientales. Bardzo pouczające doświadczenie! Towarzystwo z całego świata, Paryż, lato… czy można chcieć czegoś więcej?
#22 Podziwiam pracę tłumaczy. Czasem zdarza mi się wykonać tłumaczenie na francuski lub angielski, ale to raczej chwilowe skoki w bok, po których z rozkoszą wracam do tego czym się zajmuję. A najniżej czołem biję przed tłumaczami kabinowymi i symultanicznymi. Dla mnie to miazga.
#23 Czas na hiszpański! Kocham ten język miłością szaloną, czasem nawet bardziej niż francuski. Jak słyszę hiszpański, to jakby ktoś chmury wycierał słońcem – nastrój poprawia się w sekundę!
#24 Uczyłam się hiszpańskiego chwilę jako dziecko, później dwa lata na studiach. Teraz wróciłam do niego po sześciu latach przerwy. Pamiętam dużo, chcę się zmobilizować i rozgadać, a także zdać sobie kolejny certyfikat.
#25 Na studiach miałam dwie lektorki hiszpańskiego i mam z tego czasu dwa różne zestawy wspomnień. Niestety, drugi rok nauki wspominam nieciekawie. To przez wkuwanie odmiany czasowników na pamięć, by zaliczyć lektorat – byliśmy przepytywani w pustej sali jeden na jeden, a na odpowiedź mieliśmy kilka sekund. Zamiast uczyć się poruszać po mieście i rezerwować hotel, umiałam wyrecytować “estar” w subjuntivo. Mogę śmiało powiedzieć, że dzięki tym zajęciom nabrałam przekonania jak NIE CHCĘ uczyć!
#26 A chęć uczenia w pewnym momencie owładnęła mną bez reszty. Zaprowadziła mnie do wrocławskiej szkoły francuskiego Le Rêve, którą prowadził mój kolega ze studenckiej ławki, Janek. Przyszło jednak decydować o przyszłości – zostać we Wrocławiu? wrócić do Ostrowa? i wtedy postanowiłam: zakładam swoją szkołę językową.
#27 W 2014 roku założyłam firmę, zmobilizowałam do pracy znajomych i moją siostrę, która uczy angielskiego, i stworzyłam szkołę języków obcych, która z sukcesami działała przez trzy piękne lata. To doświadczenie zmieniło chyba wszystko w moim życiu. Odebrałam ogromną lekcję pokory, cierpliwości, matematyki, komunikacji. Przekonałam się, że prowadzenie własnej firmy jest tak piękne i tak straszne jak powiadają. A przede wszystkim zyskałam wspaniałych przyjaciół i pewność, że robię w życiu to co naprawdę lubię!

#28 Nie jadłam jeszcze ślimaków ani żabich udek i raczej już ich nie spróbuję.
#29 Moje największe językowe marzenie? Mam kilka! Kurs hiszpańskiego w Hiszpanii – to pierwsze. Drugie – może poprowadzić jakieś zajęcia warsztatowe dla studentów, żeby pokazać, że lekcje języka nie muszą się sprowadzać do wypełniania 3 stron zadań z luką? A trzecie – żeby moje dzieci równie chętnie uczyły się języków obcych i miały z tego podobną frajdę!!!
Jaki cudny wpis! Dziękuję za podzielenie się nim. 🙂
Cieszę się Olu! Dziękuję, że czytasz!
Super wpis, przeczytałam z przyjemnością 🙂 i życzę Wszystkiego Najlepszego z okazji urodzin 🙂
Ogromnie się cieszę! I bardzo dziękuję za życzenia!
Marta, cudnie zacząć dzień z taką porcją energii do śniadania ????. I przeczytać miłe zdanie o sobie od rana! Miłego dnia i do zobaczenia!
<3 Czekam niecierpliwie na miłe spotkanie!
Od kilku miesięcy, z największą przyjemnością, czytam Twoje wpisy, oglądam nagrania. Szczerze podziwiam Twój entuzjazm i pozytywną energię, którą się dzielisz ????????Chapeau bas !!!!
I oczywiście ….. joyeux anniversaire ????
Ogromnie mi miło! Takie komentarze sprawiają, że od razu energii jakby więcej! Dziękuję za życzenia i zapraszam na francuską stronę po wiele, wiele więcej 🙂
Czemu przestała śprowadzić szkołę po 3 latach?
To długa historia 🙂 można ją podsumować tak: szybko spełniło się moje marzenie o dużej rodzinie i musiałam coś odpuścić. I właściwie chyba dobrze wyszło. Pozdrawiam Cię Kasiu!
Dzięki za odpowiedź, rodzina nie ma sobie równych ????
To prawda! To nie była łatwa dezycja, ale która jest łatwa się pytam 🙂 dzięki że jesteś, że czytasz 🙂
Gratuluje tego CAE! I całej reszty, ale z CAE wiem jak trudne jest to wyzwanie! Marzy mu się teraz hiszpański, zaraz lecę na wycieczkę i mam trochę wyrzuty sumienia, ze go nie ogarnęłam. Pozdrowienia
Dzięki Magda! Długo się do tego zbierałam i właściwie zebrałam się wtedy kiedy czasu było już za mało. I i tak wystarczyło. Cenna lekcja dla mnie 🙂 trzymam kciuki za Twój hiszpański. Zobaczysz, że ten wyjazd dużo Ci da, a po powrocie zabierz się od razu za robotę. Kup sobie gazetę, jakąś książkę dla dzieci, ja kupiłam sobie „Opowieści na dobranoc dla młodych buntowniczek” po hiszpańsku i czyta mi się samo! YOU GO GIRL!!!!!!!!!
Kupno książek po hiszpansku dla dzieci to miła myśl. Miłego!
#29 Na realizację marzeń nigdy nie jest za późno. Ja realizuje swoje- nauka francuskiego????, więc również wierze w Ciebie ????☺☺
PS. Zgadzam się z Tobą, hiszpański ma w sobie „to coś” ????????
<3 dziękuję za przypomnienie! Ja wiem, że je zrealizuję - pytanie tylko kiedy to się stanie :) świat nam sprzyja!!! A co do hiszpańskiego - dla mnie to zjawisko, a nie język! Coś wspaniałego :)
Ach, ciekawy wpis! Francuski jest przepiekny! Mieszkalam dwa lata na Polnocy Francji: milo wspominam ten czas i mam mnostwo pieknych wspomnien zwiazanych z tym regionem 🙂 Mieszkam teraz w Niemczech,ale marzy mi sie powrot do Francji, ale w zupelnie inny region:D Francuski rozumiem, ale robie straszne bledy (we Francji uzywalam w pracy niemieckiego:D) Sporo sie nauczylam, ale musialabym podszkolic gramatyke 😛 ciagle sobie mowie, ze pojde na kurs i jakos nie ide:D haha Ostatnio zapisalam sie na turecki i pochlonal mnie ten jezyk 😀 ,ale postanowilam, ze musze isc na francuski, zeby sie lepiej porozumiec z tesciowa 😀 ach:D Zastanawiam sie nad kursem u Pani, takze pewnie napisze za jakis czas w tej sprawie:)
Co prawda mam 29 lat, ale do pani mi daleko! Marta jestem 🙂 z tymi kursami to tak jest, ale przyjdzie czas to zrobisz 🙂 zapraszam, może w wakacje pojawi się u mnie kilka wolnych terminów więc bądźmy w kontakcie!
Miłego. dnia urodzin!
Dużo zdrowia do realizacji wszystkich planów! Spełnienia najskrytszych marzeń!
Dzięki za sympatyczne lekcje , pełne oddania zaangażowanie w nauczaniu języka . Konkretnie i bardzo praktycznie
Pozdrawiam????????????
Bardzo bardzo dziękuję – za słowa wsparcia, za obecność tu i na facebooku, za dzielenie się tym co robię. To bardzo motywuje 🙂 i bardzo mi miło, że widać to, że się staram by było praktycznie, tego mi brakowało jak sama się uczyłam. Pozdrawiam ciepło!
Ależ Ty masz energię, dziewczyno!:) Świetnie się Ciebie czyta i słucha. Moim językowym marzeniem była od zawsze Skandynawia, ale po spotkaniu z Tobą, Norwegia będzie musiała poczekać i ustąpić miejsca francuskiej stronie:) Podrawiam gorąco i życzę kolejnych sukcesów:)
To chyba największy komplement dla nauczyciela! Że się udaje „zakochać” językiem ludzi!!! <3 Skandynawia też piękna, a zobaczyć zorzę też mi się marzy 🙂
#4. Pamiętam, że francuski poranno-kuchenny repertuar dziadka Józefa przy goleniu (a wtedy golono się pędzlem, kremem i żyletką 🙂 obejmował „Alouette, jolie Alouette”, a następnie dziadek płynnie przechodził do pieśni powstańczych „Dalej chłopcy, dalej żywo! Pijcie fajkę, palcie piwo!” 😉 Miałem może z 10 lat… Powodzenia Marta we wszystkich Twoich językowych przedsięwzięciach!
Żałuję tym bardziej, że nie mogę tego pamiętać… Dzięki bardzo za ciepłe słowa!!! 🙂
Faktycznie powinnaś napisać książkę 🙂 super lekko się czyta twoje wpisy. Zaciekawil mnie szczególnie wpis nr 20 o tej książce, jestem w stanie ją gdzieś dostać w Polsce? 🙂
Dzięki! <3 Jak już ucieknę na bezludną wyspę na pół roku to wrócę od razu z trylogią :D książka jest dostępna po polsku, jej tytuł to "Jak zwierzę", opinie tutaj: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/196614/jak-zwierze. Pozdrawiam i do zobaczenia! 🙂
Super podsumowanie. Jest też wiele faktów podobnych do moich- ten francuski chyba przekazywany jest z pokolenia na pokolenie. U mnie historia rodzinna sięga XVIII wieku kiedy to moja prababka z siostrą zostały umieszczone w egipskim klasztorze, w którym siostry prowadziły szkołę po francusku, potem ciotka została w Paryżu… I też z przypadku… I też uczyłam się w le Reve, i też znam te języki co Ty. A ostatnio nawet nasza pani prowadząca A.S.F z Uwr wspominała o Tobie i Twojej szkole na naszych zajęciach:) W maju organizujemy konferencję naukową. Może wpadniesz?
Kasia B.
Egipski klasztor? XVIII wiek?! Co za historia! A ile między nami punktów wspólnych… Nie żartuj, że ukochana ASF coś o mnie opowiedziała! Ale mi miło. Zaczerwieniłam się 🙂 ta kobieta to skarb IFR!!! To ja się w takim razie melduję u Was w maju 🙂 dzięki za komentarz!
Hej Marta! No jak zwykle pięknie nie napisany post! Wspaniałych 29 Twych odsłon. Wielkie Chapeau Bas!!! Brawo ????????.. Ja mam ogromną od lat ochotę na filologię orientalna… I od jakiegoś czas chciałam otworzyć własną mini szkołę języka francuskiego dla dzieci .. Tutaj.. Ale sie boję, waham, a mąż namawia… ????.. Każdy Twoj wpis dodaje mi wiary w siebie, odwagi, energii… ????????????
Gosiu, idź w to 🙂 myślę, że jeśli to kochasz, to pójdą za tym pieniądze, bo przyciągniesz ludzi. Ja wiedziałam to od początku, tylko forma mi się nie sprawdziła. Kombinuj i wyjdzie! A filologie orientalne – coś niesamowitego. Ach, plany… Jedno życie to czasem za mało na wszystko. Pozdrawiam Cię piękna, dzielna kobieto, wspaniała mamo i wierna czytelniczko! :*
Pięknie napisane. Nie wiem,czy zdołam się nauczyć j.francuskiego.Nie brakuje mi motywacji,ale zy wytrwam?
Pozdrawiam EwaM
Przeczytałam Twoj wpis i aż mi się łezka w oku zakręciła… Skończyłam prawo, jestem w trakcie aplikacji adwokackiej, ale kiedyś chciałam iść na romanistykę (odwrotna kolejność zdarzeń w porównaniu do Twojej historii). I czytając Twój blog czasem myślę, że chyba gdzieś zbłądziłam, bo francuski mi w duszy gra! 🙂 Aczkolwiek może i uda mi się kiedyś połączyć i prawo i francuski!
Pozdrawiam serdecznie!
Jeśli będziesz bardzo chciała i będziesz pracować w tym kierunku – nie widzę powodu dla którego miałoby się nie udać! Francuski to przepiękny język, warto! Pozdrawiam ciepło 🙂
Przeczytałem i podziwiam!
Dla mnie francuski, włoski i hiszpański w pakiecie są językami marzeń, których każdego trochę liznąłem, ale żadnego nie opanowałem – jak dotąd – w stopniu komunikatywnym. Ale , zachęcony, twoim przykładem, być może uda mi się spełnić to marzenie.
Pozdrawiam serdecznie!
Zachęcam gorąco! Cieszę się, że znalazłeś chwilę, by przeczytać 🙂 a językowe marzenia są jednymi z piękniejszych!
Bardzo miła, naturalnie osoba. Zupełnie przypadkowo trafiłem w sieci. Mój jedyny kontakt z tym językiem miał miejsce podczas pobytu w Nowej Akwitanii w 2021r. Poznałem kolesia który mieszka i pracuje tam 15 lat i swobodnie rozmawia z Francuzami. Znam też dziewczynę która po kilku latach pobytu w Niderlandach rozmawia płynnie ze swoim mężem Holendrem .. Wniosek: trzeba mieć kontakt z żywym językiem. No cóż! Ja jestem tylko sympatykiem, ale spokojnie.. dwie bagietki w sklepie zamówię 🙂 I to w zasadzie wszystko. Miło będzie zawsze obejrzeć nowy filmik. Może Martę na żywo z olimpiady, czego życzę bo to ogromnie ważne wydarzenie. Pozdrawiam H.B.
Ogromnie dziękuję za przemiły komentarz! Kontakt z żywym językiem jest ogromnie ważny, to prawda. A na Olimpiadzie chciałabym być, choć niestety raczej się nie uda. Pozdrawiam ciepło!